Coraz trudniej jest żyć razem i wychowywać dzieci, coraz łatwiej jest się rozstawać nie dostrzegając dzieci. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, w grupie przedszkolnej (ok. 25 dzieci) tylko jedno, dwoje dzieci musiało przejść w tak młodym wieku przez traumę rozwodu swoich rodziców. W ubiegłym roku szkolnym zdarzyło sie już niestety w jednej z grup tak, że co czwarte dziecko w momencie ukończenia przedszkola nie wychowywało się już w pełnej biologicznej rodzinie. Łatwość, z jaką niektórzy rodzice podejmują decyzję o rozwodzie jest przerażająca. Wojny, w jakie wciągają wtedy swoje kilkuletnie dzieci są brzydliwe. Jeżeli zdarzy się tak, że rodzic przychodzi i chce powiedzieć o tym co go spotkało, to najczęściej opowiada o sobie, swoim "potwornym" współmałżonku i gdzieś tam obserwującym sytuację domową dziecku. Mimo kłopotliwej sytuacji w jakiej stawia się wtedy nauczyciela, ma on jednak szansę opowiedzieć rodzicowi o ogromnej frustracji jaką obserwuje u dziecka, o jego lękach i hipotetycznych oczekiwaniach. Jest wtedy nadzieja, że uda się wspólnymi siłami wypracować zasady jakich trzeba dla dobra dziecka przestrzegać. Istnieje jednak jeszcze druga grupa rodziców, znoszących z godnością los jaki ich spotyka, lub udających, że w zasadzie nic sie nie dzieje. Ich dziecko, z którym przebywamy przecież przez kilka godzin dziennie, ma wtedy tylko nas - obce osoby, które odpowiadają na ich pytania, zaledwie łagodzą olbrzymie lęki, tłumaczą na ich sposób wszystkie niezrozumiałe zachowania dorosłych. Zdarza się niestety również tak, że nawet dzieci nie "krzyczą" o pomoc. Trzeba wtedy szukać odpowiedniego momentu, korzystać z każdej okazji aby dziecko uspakajać i czasem niby przypadkiem podpowiadać mu, że jesteśmy, że możemy go wysłuchać. Kilka lat temu, pewien czteroletni chłopiec przyniósł do przedszkola prezent od mamy, której coraz częściej nie było w domu. Tym prezentem był...kamień przywieziony z gór. Do końca pobytu w przedszkolu chłopiec ten już nigdy nic nie mówił o swoich rodzicach. Czasem wydaje nam się nietaktem wobec dzieci akurat przechodzących przez rozwód swoich rodziców np. czytanie bajki o szczęśliwych rodzinach, czasem trzeba nawet zrezygnować ze zorganizowania Dnia Mamy i Taty - żeby nie "posypywać solą" dziecięcych ran. A przecież mamy XXI wiek. Kto chce uzyskać pomoc to ją znajdzie - rozmowa np. z psychologiem nie powinna w dzisiejszych czasach stanowić tematu tabu. Jeżeli Wy dorośli, nie potraficie przyznać się do własnego cierpienia, poproście o pomoc dla dziecka. Nauczycielki w przedszkolu mogą przekazać Wam niezbędne adresy. Zajrzyjcie na strony internetowe - to też jest jakaś próba szukania wyjścia.Dowiecie się z nich, że np. dziecko przechodzi przez 5 nieuchronnych faz związanych z rozstaniem rodziców, a pojawiające się lub nasilające objawy astmy mogą być tzw. "niewypłakanym smutkiem". W internecie znajdziecie również strony, na których dzieci opisują własne przeżycia związane z rozwodem rodziców. Znajdźcie w sobie siłę, żeby zajrzeć do książek np. Jakub Jabłoński "Rozwód. Jak go przeżyć?", Wolfgang Jaede "Jak uchronić dziecko przed skutkami rozwodu", Phil Clavel "Ojciec po rozwodzie. Przeprogramowanie życia w rodzinie". Wasze dziecko nie musi być jeńcem w Waszej wojnie.

Halina Pawłowska